Wpływ koronawirusa na projektowanie. Projektowanie wnętrz po pandemii. Część 1.

Przeczytanie tego artykułu zajmie Ci około 4 minut

Epidemia COVID-19 zmieni nasze życie na wielu różnych płaszczyznach. Czy wpłynie także na to, jak będziemy mieszkać w przyszłości? Architekci wnętrz z całego świata próbują przewidzieć i zaprojektować możliwie najbezpieczniejszą przyszłość. Zobacz, jakie trendy mogą okazać się dominujące, gdy ustanie pandemia.

Część 1: Domy i mieszkania

Epidemia COVID-19 odcisnęła piętno na niemal każdym aspekcie naszego życia - od funkcjonowania globalnej gospodarki po jednostkowe przeżycia emocjonalne, związane z domową izolacją czy strachem o najbliższych. Dziś trudno jeszcze przewidzieć, jak będzie wyglądał świat po pandemii. Ale właściwie wszyscy są pewni co do jednego: będzie wyglądał inaczej.


Zadaniem architektów - zarówno zajmujących się bryłą, jak i architektów zieleni czy wnętrz - jest nie tylko reagowanie na zachodzące w społeczeństwie zmiany, ale także ich przewidywanie. Najlepsi architekci tworzą rozwiązania dla problemów, z którymi dopiero przyjdzie nam się zmierzyć.

Jaki będzie wpływ koronawirusa na wygląd naszych mieszkań i domów? Czy doświadczenia ostatnich kilku miesięcy trwale zmienią sposób myślenie o designie? I wreszcie: czy projektanci wnętrz mogą pomóc w zapobieganiu chorobom?

Przemyślenia i prognozy, którymi projektanci z różnych krajów dzielą się z internautami, skoncentrowane są wokół następujących zagadnień:

1. Dom czy mieszkanie?

Dylemat: dom pod miastem czy mieszanie na osiedlu nabiera obecnie nowego znaczenia, a zwolennicy budynków wolnostojących zyskali ostatnio kilka dodatkowych argumentów. Podstawową funkcją każdego domu jest od zawsze zapewnienie człowiekowi schronienia: przed pogodą, drapieżnikami, wrogami, ale także chorobami. W przypadku zagrożenia wirusami urbanizacja jest pod pewnymi względami krokiem wstecz. Do 2050 roku 75% światowej populacji będzie żyć w miastach, a wysoka gęstość zaludnienia zwiększa ryzyku wybuchu epidemii. Niektórzy architekci wnętrz coraz mocniej wiążą pojęcie „bezpieczeństwa” z możliwością szybkiej i łatwiej „społecznej izolacji”. Mieszkańcy domów jednorodzinnych są „wystawieni” na pośredni kontakt z innymi w znacznie mniejszym stopniu niż mieszkańcy budynków wielopiętrowych: Nie ma naciskanych kilkadziesiąt razy dziennie klamek, przycisków windy i innych wspólnych powierzchni. Są za to ogród i taras, które umożliwiają przebywanie na otwartej, słonecznej przestrzeni podczas kwarantanny.
Za przeniesieniem się do domu pod miastem przemawia jeszcze jeden argument. Tysiące pracowników małych i dużych firm z konieczności przeszło na tryb pracy zdalnej, która do niedawna traktowana była przez pracodawców jako ostateczność. Okazało się jednak, że taki sposób wykonywania zawodowych obowiązków nie tylko się sprawdza, ale pozwala zaoszczędzić bardzo dużo czasu do tej pory przeznaczonego na dojazdy do pracy. Prawdopodobne jest, że wiele firm ograniczy wielkość swoich biur i umożliwi swoim pracownikom pracę zdalną w znacznie większym zakresie niż dotąd. W tej sytuacji będzie można pozwolić sobie na mieszkanie w domu daleko od siedziby firmy, gdzie ceny działek są znacznie niższe niż na przedmieściach dużego miasta.

2. Domy samowystarczalne

Zwiększająca się świadomość ekologiczna Europejczyków sprawia, że popularność domów energooszczędnych i pasywnych rośnie z roku na rok. Po pandemii ten pozytywny trend może się jeszcze nasilić… Widmo wywołanej koronawirusem zapaści gospodarczej w zrozumiały sposób rodzi różne niepokoje. Chociaż scenariusz, w którym skutki kryzysu będą tak głębokie, że wstrzymane zostaną dostawy mediów, nie wydaje się realny, dążenie do całkowitego uniezależnienia od miejskiej infrastruktury prawdopodobnie już wkrótce przestanie być domeną głównie amerykańskich preppersów. Domy autonomiczne - zeroenergetyczne, zaopatrywane w wodę ze studni głębinowej lub kopanej i wyposażone w przydomową oczyszczalnię ścieków - to w polskich warunkach inwestycje kosztowne i wymagające, ale nie niemożliwe. Gdy sytuacja na rynku nieruchomości zacznie wracać do normalności, zwiększonego zainteresowania tego typu projektami możemy spodziewać się także u nas.

3. Domowe biura i koniec mody na otwarte przestrzenie?

Jeszcze całkiem niedawno możliwość pracy zdalnej od czasu do czasu uchodziła niemalże za luksus. Tylko 13% pracowników globalnych korporacji mogło skorzystać z takiej opcji raz w tygodni, a 16% raz w miesiącu; całkowicie pozbawionych takiej szansy było aż 32% zatrudnionych. Tymczasem pod koniec marca - w związku z zagrożeniem epidemicznym - z dnia na dzień na home office oddelegowanych zostało aż 16 milionów Amerykanów. Na pracę w trybie zdalnym przestawił się niemalże cały świat. Inicjatywa #zostańwdomu objęła około 17% pracujących Polaków. Pełny powrót do pracy stacjonarnej w dużych korporacjach może zająć nawet kilkanaście miesięcy. A wiele osób wróci do biur jeszcze później lub wręcz wcale. Bo albo sami doskonale się w tej nowej sytuacji odnaleźli, albo zadecyduje tak za nich ktoś inny. Home office w niektórych przypadkach sprawdził się na tyle dobrze, że - przy osiąganych w ten sposób oszczędnościach - dla licznych przedsiębiorców okazał się najbardziej ekonomicznym i racjonalnym sposobem prowadzenia firmy. Reorganizacja rynku pracy, polityki zatrudnienia i modelu pełnienia zawodowych obowiązków to prawdopodobnie najbliższe i najpewniejsze zmiany, jakie czekają nas po ustaniu pandemii.

domowe biuro w czasach kwarantanny

Dlatego domowe stanowiska pracy nie mogą mieć dłużej prowizorycznego czy awaryjnego charakteru. W niewielu domach można urządzić gabinet z prawdziwego zdarzenie - ergonomiczny, jasny, wyciszony. Ale z drugiej strony takie rozwiązania jak małe biurko pod schodami czy kącik do pracy w kuchni, po której stale kręcą się domownicy, stracą rację bytu. To wszystko sprawia, że przed architektami wnętrz już wkrótce pojawi się trudne, ale fascynujące wyzwanie znalezienia nowych sposobów na stworzenie miejsca do codziennej pracy domowników

Okazało się także, że nawet komfortowe i mądrze zaaranżowane wnętrza nie zawsze spełniają swoją rolę podczas kwarantanny - gdy wszyscy domownicy spędzają w domu nieporównywalnie więcej czasu niż zwykle. Proporcje i relacje między otwartą, wspólną przestrzeni a prywatnymi pokojami, gdzie zapewnioną mamy ciszę i intymność, to znów temat do poważnych dyskusji.

Moda na duże, otwarte przestrzenie – wejście prosto do salonu, połączonego z jadalnią i aneksem kuchennym – może przeminąć z jednego jeszcze powodu. Zagrożenie koronawirusem sprawiło, że odczuwamy silniejszą niż wcześniej potrzebę wydzielenia dla siebie i bliskich zamkniętego, chronionego obszaru. Aby tak było, między tym, co zewnętrzne i wewnętrzne, musi pojawić się strefa buforowa: przedsionek lub zamknięty przedpokój, w którym możemy zostawić buty i wierzchnią odzież.

Czy ten artykuł był przydatny?

Dziekujemy za opinie :)

Skomentuj artykuł:

Ta strona wykorzystuje pliki cookies 🍪
w celu identyfikacji i obserwowania Użytkowników.
Warunki przechowywania plików cookies
możesz określić w swojej przeglądarce.

aktualna wersja Polityki Prywatności (z dnia 20.11.2019r.)