Wszystko, co warto wiedzieć o współpracy z architektem wnętrz. Wywiad z Katarzyną Szostakowską

Przeczytanie tego artykułu zajmie Ci około 6 minut

Rozważacie zaangażowanie architekta wnętrz, ale nie wiecie, jak taka współpraca wyglada i co właściwie może Wam przynieść? Rozmowa z Katarzyną Szostakowską, architektą wnętrz, właścicielką studia Kate&Co, redaktorką strony poliszdesign.pl, powinna rozwiać wszystkie Wasze wątpliwości!

W pojedynkę czy z architektem? Która opcja jest dla kogo? 

Na tak postawione pytanie nie ma oczywiście jednej odpowiedzi. Udaną aranżację mieszkania można stworzyć i z projektantem, i samodzielnie. Przejdźmy jednak do „ALE”, których będzie tu sporo… Jeżeli decydujemy się na urządzanie mieszkania w pojedynkę, przede wszystkim musimy dysponować jedną kluczową rzeczą: czasem. Na drugi plan schodzi nawet to, czy my się na tym znamy, czy nie. Czas jest najważniejszy. Znajomość tego, co jest na rynku, jakie są terminy dostaw, wiedza o tym, co z czym łączyć, co się sprawdzi, a co nie – to wszystko są tematy, które dobry architekt ma w małym palcu, a które samodzielny inwestor musi całkowicie od nowa zgłębiać. To jest ogromnie czasochłonne. Przy podejmowaniu decyzji, czy sami zrobimy projekt swojego mieszkania, czy zlecimy to architektowi, najważniejsze jest szczere odpowiedzenie sobie na pytanie: czy naprawdę będę mieć czas, by się tym zajmować. Ludzie często boją się zwrócić do architekta, bo to niemało kosztuje. Klienci nierzadko kalkulują to sobie w ten sposób, że za kwotę, którą przeznaczyliby na architekta, będą mogli sobie kupić np. sofę i fotele. Kiedy jednak zamykamy projekt, zwykle okazuje się, że wydana na architekta suma zwróciła się kilkukrotnie. Ponieważ nie popełniliśmy żadnego błędu zakupowego czy stylistycznego: dzięki odpowiedniemu doborowi dostawców i produktów. Po prostu pracując z architektem, mamy tę pewność, że wszystko uda się zdecydowanie bardziej niż mniej. Wynagrodzenie dla architekta może nie tylko nie podnieść założonego budżetu, ale wręcz pomóc się w nim zmieścić. 

Katarzyna Szostakowska

A jak wygląda wycena pracy architekta? Jak to się oblicza?

Na rynku zobaczymy wiele różnych sposobów wyceniania. Zacznijmy od tego, że możemy sobie „kupić” projekt jednego pomieszczenia, i wtedy będzie to stała stawka, którą podaje projektant. Ale możemy rozliczać się także za metr kwadratowy, a bywają także rozliczenia za procent od wielkości zlecenia oraz godzinowe. Godzinowe rozliczenia nie są jeszcze w Polsce szczególnie popularne. Ale nie ukrywam, że dopiero wówczas inwestorzy zobaczyliby, ile rzeczywiście czasu poświęca się na opracowanie projektu. Osobiście najczęściej wyceniam swoją pracę za metr kwadratowy projektu. Ale zależy to także od zakresu. Obecnie nie wykonuję już bowiem samych koncepcji, ale staram się pracować z klientami bardziej kompleksowo: tworzyć projekty całych mieszkań, apartamentów lub domów. Z taką opcją, że zostaję z klientem aż do powieszenia ostatniego obrazka na ścianie, dobierając po drodze każdy element i dekoracje, które znajdą się w tym mieszkaniu. Wiadomo, że taka praca kosztuje odpowiednio więcej niż np. mailowe przesłanie koncepcji z rysunkami wykonawczymi i już. 

Katarzyna Szostakowska
Katarzyna Szostakowska

Jak przebiega współpraca z architektem. Powiedzmy, że posiadam mieszkanie w stanie deweloperskim i chcę zlecić Pani stworzenie aranżacji od A do Z…?

Pierwszym etapem jest bardzo rzetelne przeprowadzenie rozmowy briefiengowej. Przez rozmowę briefiengową rozumiem naprawdę kompleksową, szczegółową rozmowę z klientem. I to się odbywa bardzo różnie, np. gdzieś przy kawie lub u mnie w pracowni, a nawet u przyszłego inwestora w domu. Zawsze się staram, aby w takiej rozmowie uczestniczyli wszyscy domownicy, nie tylko „pani-” lub „pan domu”. Bo potem się okazuje, że ta druga zainteresowana osoba miała o projekcie zupełnie inne wyobrażenie. Chcę usłyszeć, jakie są oczekiwania wszystkich osób, które później będą w danym domu mieszkać. Dużo rozmawiamy o stylistyce, jaka ma być. Staram się też wydobyć informacje o tym, jakim budżetem dysponują klienci. Ponieważ to właśnie pod ten budżet powstaje projekt, a nie odwrotnie: robimy sobie projekt, a później na luzie go budżetujemy. Niektórzy architekci wysyłają klientom listę z pytaniami, ja jednak preferuję spotkanie twarzą w twarz; chociaż oczywiście zadaję pytania według przygotowanego zawczasu konspektu. Chcę klientów po prostu poznać. Takie suche przerzucania się mailami uznaję za niewystarczające na tym etapie. 

Później, po takiej rozmowie, powstaje dokument z założeniami do koncepcji. Dopiero, jak w tym dokumencie dogadamy się, jaka jest stylistyka, jakie kolory i elementy bedą tutaj pasować i w jakim budżecie ma się projekt zmieścić, siadam do pracy nad koncepcją całej aranżacji. Oczywiście poprzedza to jeszcze inwentaryzacja wnętrza inwestycji. Koncepcję aranżacji przedstawiam następnie na wizualizacjach 3D. To dopiero początek pracy, ale już w tym momencie nie powinno być rozbieżności miedzy tym, czego klienci oczekują, a tym, co ja im proponuję. Oczywiście na końcu możemy podmienić lampę lub jakiś element armatury, nie będzie z tym problemu. Z doświadczenia wiem jednak, że mniej więcej 95% rzeczy przedstawionych na tej koncepcji to są już rzeczy docelowe. Rozmawiam z klientami, przedstawiam wstępne propozycje materiałów na wykończenia, dyskutujemy, i kiedy wszystko zostanie już zaakceptowane, zatwierdzone, na jakiś czas kończy się etap, podczas którego niezbędne są mi bezpośrednie spotkania. 

Klient zaakceptował obrazek i teraz już jestem odpowiedzialna za to, aby ten obrazek ujrzał światło dzienne, urzeczywistnił się. Siadam do komputera i tworzę rysunki wykonawcze, zawierające wszystkie wytyczne dla ekip wykończeniowych: rysunki zaprojektowanych elementów umeblowania, wszystkich detali, absolutnie wszystkiego, co jest potrzebne, aby tę koncepcję wdrożyć w życie. 

Następnie zwykle przeprowadzam takie zakupowe lub przedzakupowe spotkania z klientem. Zajmuje to najczęściej 2-3 dni, bo jedno 8-godzinne spotkanie owocuje takim zmęczeniem, że klient jest już zdolny zaakceptować właściwie wszystko. Warto to zatem podzielić na nieco dłuższy czas. I takie spotkania mogą przebiegać na kilka różnych sposobów. Może być to wizyta u mnie w pracowni i oglądanie zebranych przeze mnie próbek. Ale może zdarzyć się np. tak, że mam próbnik danej płytki, ale z założenia jest ona wielkoformatowa, więc wspólnie jedziemy zobaczyć, jak też ona prezentuje się w oryginalnym rozmiarze. Podobnie wyglada to z elementami kamiennymi, ceramiką czy meblami. Niektórzy klienci chcą sobie wcześniej usiąść na sofie, którą później będą użytkować, a innym wystarczy zobaczenie jej tapicerki. 

W kolejnym etapie wszystkie nasze decyzje zakupowe zbieramy w bardzo szczegółowo opracowanej tabeli. Umieszczam tam linki do stron, gdzie można dane rzeczy kupić, ilości, jakie są potrzebne itp. W między czasie ekipy wykończeniowe dostały już wszystkie potrzebne im informacje, możemy zatem zamknąć kosztorys. 

Katarzyna Szostakowska
Katarzyna Szostakowska

Czy wybór ekipy leży po stronie klienta? Czy doradzasz coś w tym zakresie? A może współpracujesz tylko ze sprawdzonymi wcześniej fachowcami? 

Żadnej ekipy bezpośrednio u siebie nie zatrudniam, ale są wykonawcy, z którymi współpracuję, którym ufam. I jeśli klient „nie posiada” swoich fachowców, to jak najbardziej jestem w stanie przekazać odpowiednie rekomendacje. 

Jak wygląda proces akceptowania wykonaj już pracy? 

To się dzieje podczas naprawdę bardzo częstych wizyt na budowie. Nie wyobrażam sobie, że przychodzę raz na koniec i akceptuję wszystko za jednym zamachem. Częstotliwość wizyt zależy od tego, jak szybko postępują prace, oraz od tego, jak bardzo skomplikowany jest dany projekt. Przy prostszych realizacjach wystarczy wizyta raz w tygodniu. Gdy prace są wymagające i złożone, bywa i tak, że na inwestycji pojawiam się nawet 3 razy w tygodniu. Ważne jest potwierdzanie pracy etapami. 

Katarzyna Szostakowska
Katarzyna Szostakowska

Czy potrafisz od razu rozpoznać, czy mieszkanie było projektowane przez amatora czy zawodowca? Czy aranżacje przygotowane przez architekta wyróżnia coś szczególnego? 

Nie chcę sobie jakoś przesadnie kadzić (śmiech), ale myśle, że gdzieś z 90-procentową skutecznością potrafię to rozpoznać. Pierwsza rzecz, na którą zwracam uwagę, to to czy mieszkanie jest funkcjonalnie. Bo dobrze zaprojektowana przestrzeń musi taka być. Możemy fajnie znać się na modzie i umieć przenieść to do rzeczywistości wnętrzarskiej: ciekawie dobrać kolory czy faktury. Ale z funkcjonalnością bywają już kłopoty. Natychmiast rzuca mi się w oczy dobór oświetlenia. Po tym od razu widać, kto projektował to wnętrze. Jeżeli widzę spójne oświetlenie całych powierzchni, jeżeli zaplanowano tzw. sceny świetlne, jeśli wszystkie źródła światła mają tę samą barwę, to wiem, że był tam architekt. O obecności architekta wyraźnie świadczą także pewne detale w obrębie łazienki: wysokość zamontowania umywalki, długość wylewki baterii, zastosowanie powłok na ścianach prysznicowych; elementy, na które osoba postronna prawdopodobnie w ogóle nie zwróci uwagi. Pamiętajmy, że w pracy projektanta wnętrz nie chodzi o to, aby realizował on swoją wizje, nie patrząc na potrzeby klienta. Ale o to, że w pewnych kluczowych elementach zawsze warto mu zaufać: zamknąć oczy, podpisać rachunek i przystać na określoną propozycję. Bo w pewnych rzeczach po prostu nie można oszczędzać na jakości, a architekt dokładnie wie, gdzie te newralgiczne punty się znajdują. 

Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Również ogromnie dziękuję. 

Wykorzystane w tekście fotografie:

Projekt: Katarzyna Szostakowska Kate&Co

Zdjęcia: Yassen Hristov

Stylizacja: Anna Salak

Czy ten artykuł był przydatny?

Dziekujemy za opinie :)

Dlaczego ten artykuł nie był przydatny?

  • Artykuł był za krótki
  • W artykule było za mało zdjęć
  • Artykuł nie wyczerpał tematu
  • Z artykułu nie dowiedziałem/dowiedziałam się niczego nowego

Skomentuj artykuł:

Ta strona wykorzystuje pliki cookies 🍪
w celu identyfikacji i obserwowania Użytkowników.
Warunki przechowywania plików cookies
możesz określić w swojej przeglądarce.

aktualna wersja Polityki Prywatności (z dnia 20.11.2019r.)